|
Strona 2 z 2 Dla mnie ta Ewangelia to odkrycie!!! Czuję, że coś nareszcie odkryłem...Może jeszcze nie całkiem, ale rozumiem już bardziej, o co chodzi w tej całej tajemnicy, że patrząc na Jezusa, można widzieć Ojca.
Najpierw ta delikatność Jezusa. Wie, że musi opuścić uczniów, ale nie chce ich przestraszyć (O Jezu, daj nam wszystkim taka delikatność wobec siebie!): Niech się nie trwoży serce wasze... wierzcie we Mnie!...Uczniowie pewnie w tym momencie tak naprawdę słyszą: moi, kochani przyjaciele, nie bójcie się, nie opuszczę was nigdy!, Ufajcie mi! (żebym chciał o tym stale pamiętać, że On mnie nigdy nie opuszcza, ani na chwilę!)...
Jak prawdziwy Przyjaciel, podaje im jasno powód swojego odejścia: nie wracam ot tak sobie, dla swojej wygody, wracam, aby przygotować wam DOM OJCA...Nie wiem jak Wy reagujecie na taką wiadomość...Ale przynajmniej niektórzy z Was pewnie tęsknią za tym Domem...Na ziemi często mamy tylko mieszkania, gdzie się je, śpi i przechowuje rzeczy i pieniądze...Dom jest wtedy gdy jest ciepło między ludźmi, gdy jest więź...Marzę czasem o wspólnym zamieszkiwaniu z Ojcem...
Nie lubicie pewnie przeprowadzek, ja też nie, dużo bałaganu, utrapienia z przewożeniem rzeczy, mebli, szklanek...A jak się tam przeprowadzimy, to wszystko będzie już przygotowane...I to przez samego Jezusa...On teraz (w tym momencie też!) przygotowuje miejsce dla mnie i dla Ciebie w niebie...A to znaczy, że myśli teraz o mnie i o tobie...
Uczniowie jednak nie mogą pojąć (tak jak ja, niestety), jak to możliwe, żeby przebyć taką odległość, aż do Ojca...Nie znają takiej drogi, która prowadziłaby aż tak daleko, do samego nieba...Skąd mamy znać drogę, dokąd idziesz? – mówią do Jezusa. A Ten ich szokuje odpowiedzią: Ja jestem drogą...Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.
Drogę można komuś wskazać, pokazać, którędy ma iść..., ale żeby człowiek był drogą?...Do tej pory nikt tak siebie nie nazwał...Jezus mówi wyraźnie: jeśli chcesz iść do Ojca (a to jest najbardziej sensowne i najbardziej ważne, co powinieneś robić w swoim życiu: wracać do Ojca!) – to idź tą drogą, którą j e s t e m J a s a m ! Możesz mi nie wierzyć, ale nie ma innej drogi!!! Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej! Tylko przeze Mnie!...
Jezus jest c a ł ą drogą: punktem wyjścia, środkiem drogi i metą...Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale jeśli droga ta obejmuje przejście od człowieka do Boga, to ponieważ Jezus jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem, to właśnie dlatego w Nim można spotkać Ojca. Jeśli On jest drogą, to muszę się Go trzymać mocno...Tak łatwo wejść na inną drogę, w jednej chwili pominąć Jezusa i wejść w labirynt innych dróżek, które prowadzą na manowce...A co by było, gdybym stracił z oczu Eucharystię, inne sakramenty...Przegapiłbym Boga...Jak łatwo oddalać się od drogi, prowadzącej do Ojca...Każdego dnia, po troszku, po troszeńku dalej, dalej...
Jezu, powiedz dziś znowu do mego serca: Ja jestem drogą!...
Ale to nie koniec. Cała głębia tajemnicy dopiero przed nami...Biedny Filip, biedni uczniowie...To za trudne na ich rozum...Ciągle nie rozumieją nic...Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy!...
Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca...
Albo oszalał, albo z nas kpi...Boga nikt nigdy nie widział (J 1, 18)...- tak pewnie myślał ogłupiały Filip...Owszem, można, patrząc na różne wydarzenia, na przyrodę, świat, jakoś rozpoznawać Go i odkrywać Jego ślady (por. Ps 76, 2), ale niemożliwe jest uczynić Go widzialnym dla ludzkiego oka...
Kiedy jednak Jezus nazywa Siebie prawdą, to wyraża właśnie to, że to co było dotąd zakryte, niewidzialne, zostało właśnie – dzięki Jego przyjściu na świat – odsłonięte, odkryte (prawda w jęz. gr. aletheia, oznacza, że coś zostało odkryte, odsłonięte)...
Wniosek jest szokujący: Jezus odsłania (dosłownie!) nam Ojca, czyni Go widzialnym dla nas! Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca (J 14, 9).
W Liście do Kolosan, św. Paweł widzi w Jezusie obraz Boga niewidzialnego (Kol 1, 15). I mówi, że w tym Obrazie mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała (Kol 2, 9)...Czyli mieszka w Nim sam Bóg Ojciec!
Weźcie teraz do ręki fotografię bliskiej wam osoby, albo jej portret. Choćbyście nie wiem jak wpatrywali się w ten obraz, to ta osoba nie wyjdzie z obrazu do was... Portret o d w o ł u j e się do bliskiej wam osoby, ale rzeczywiście tam tej osoby nie ma...Zdjęcia przyjaciela nie wystarczy, żeby z nim być...
A Jezus jest OBRAZEM W REALNY SPOSÓB!!! To znaczy jest doskonały tak samo jak oryginał!!! Możemy tu mówić naprawdę o realpresens (rzeczywistej obecności)! Wystarczy spojrzeć na Jezusa...Kto Go zobaczy, zobaczy także i Ojca...
Wystarczy dostatecznie głęboko wniknąć w Jezusa, a spotkamy Ojca! W Jezusie prawdziwie możemy być z Ojcem, w Ojcu!
„Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” (J 14, 10).
Teraz już wiem, dlaczego przez tak wiele lat istnieje we wspólnocie cos takiego jak Adoracja Życia, adoracja Boga Stwórcy, Dawcy wszelkiego Życia...Adorujemy Jezusa, a wołamy: Ojcze! To Jezus wypełniał Swoje pragnienie, objawiać nam w Sobie samym, Oblicze Ojca...
Czy nie jest to najlepsza i jedyna odpowiedź na nasze miejsce w Kościele? Jeśli mamy wypełniać misję w Kościele tak, aby Ojciec ma być poznany, czczony i kochany, to czy najlepszym sposobem realizowania tej misji nie jest przyprowadzać wszystkich tych, którzy Go nie znają, nie czczą i nie kochają – do Jezusa? Do Sakramentu Przebaczenia, do Eucharystii, do Adoracji, do Słowa Ewangelii...
I mówić im za każdym razem tak samo: Ojciec jest tutaj! Każdy, bez wyjątku, kto patrzy na Jezusa, równocześnie widzi Ojca. Bóg, tak potężny, niezgłębiony w Swej Mocy, potrafił tak zbliżyć się do nas, że stał się widzialny, namacalny, stał się pokarmem, stał się przebaczeniem, miłosierdziem, stał się Słowem...
Na koniec Jezus mówi: Ja jestem Życiem!
Czym jest Życie? Znów Święty Jan (ach ten Jan! Skąd On to wie?!) poda definicję: A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17, 3).
Żyć znaczy: znać Boga! Poznanie (gr. ginosko), to w Biblii coś innego niż wiedza (oida). Poznać kogoś, to nie wiedzieć o nim dużo, ale go obejmować w miłości! Jakże inna jest mądrość Biblii od mądrości teologów, uczonych, mądrości świata!...Nigdy nie pozna się bliźniego, nie kochając go!
Nic dziwnego, że Jezus jedynie jest Życiem. On jest jedynym, który naprawdę zna Ojca, bo jedyny naprawdę z n a G o w m i ł o ś c i ! ! ! Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn... (Mt 11, 27)...
Ale jakże niezwykła jest końcówka tego zdania: ...ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn...i TEN, KOMU SYN ZECHCE OBJAWIĆ...(tamże)
Tu jest miejsce dla nas...Może i nam Syn zechce objawić...Może nam już zechciał objawić...
Pamiętajcie! Żyjemy naprawdę na tyle, na ile znamy Ojca...A znamy Go na tyle, na ile Syn nam zechce objawić...
Bez Jezusa nie będziemy Wspólnotą Bożego Ojcostwa! Bez Jezusa nie będziemy znali Ojca! Bez Eucharystii nie będziemy mieli Życia w sobie! Bez Adoracji, nie odkryjemy prawdy o Ojcu...
Każdy kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca (1J 2, 23).
Jeśli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu (1J 2, 24) Panie, do kogóż pójdziemy? (J 6, 68)...... A myśmy poznali i uwierzyli, że Tyś jest Świętym Bożym (J 6, 69) 28.04.2008 ks.R
|