Świadectwa o zyciu w Domu Ojca
10.02.2009.
Spis treści
Świadectwa o zyciu w Domu Ojca
Miejsce działania Ojca
Pozwala pustymi rękami czynić dzieła
Cisza Domu
Dwie tajemnice Domu
Pragnę doświadczać bliskości Pana w Jego kaplicy i w Jego żywych Dzieciach
Bo tu jest miejsce dla Ojca
Nie umiem nazwać tej Tajemnicy
Rodzina, ktora Bog postawił na drodze Domu Ojca
Ciagle szukam swego Domu
Cudne jest jak Ojciec dotyka serc, by zamieszkać w Jego Domu
Żywa Ewangelia
Trzy słowa: tajemnica, powołanie, służba
Ojciec czeka, aby wypełnić Swoje obietnice
Budować Dom
Nie pojęliśmy jakie to szczęście, że mamy taki Dom
Zaryzykowaliśmy, bo przecież wszystko mamy od Ojca
Wyprowadzam się z mojego mieszkania
Cisza w Domu Ojca
 


W zeszły weekend uczestniczyłam w dniach skupienia w Domu Ojca.
Pragnę podzilić się z Wami tym, co Pan Bóg zdziałał w moim sercu w tym czasie.
Dla mnie te dni skupienia zaczęły się w sobotę, na ul. Bialskiej, kiedy idąc Aleją Brzóz myślałam sobie:"Ja idę z tą torbą, parasolem i torebką, jest mi ciężko, torba bez przerwy spada mi z ramienia. Przecież to ja powinnam być teraz w Domu Ojca
i czekać na przybywających, którzy pragną się wyciszyć, przecież pragnę żyć w Domu, w komunii z Jezusem i siostrami, to dlaczego tak nie jest,dlaczego mnie tam nie ma?"

Drzwi Domu Ojca otworzyła mi Monika, przywitała się, i wchodząc poczułam,że jestem wśrod swoich, ogarnęła mnie wielka radość.
Zawsze w Domu Ojca czuję się jak w Domu.
Gdy weszłam do kuchni - Karolina, Ilonka i Monika naprawiały stół. Straszny ubaw przy tym miały i znowu poruszyło się moje serce,że to tak dobrze wśród samych kobiet, które mierzą się z czynnościami, które normalnie wykonują mężczyźni,że to zadanie, zabawa, satysfakcja i radość, gdy w końcu uda się daną rzecz naprawić.
Potem był obiad, modlitwa o 15 godz. w kaplicy i czas wolny do eucharystii. Ten czas spędziłam na modlitwie, potem czytałam "Serce ojca", potem trochę rozmyślałam.
W eucharystii uczestniczyły same kobiety - żony, niewiasty bezżenne i znowu Pan Bóg wlał ogromną radość w moje serce i dał odczuć jedność z siostrami ze Wspólnoty.
Następnie kolacja, w czasie której też było dużo śmiechu, ale i rozmów,które dają życie, które zbliżają do Pana. Około 19 godz. rozpoczęła się adoracja. Adorowałyśmy w ciszy.W obecności Jezusa było mi tak dobrze,całkowicie się wyciszyłam.
Zakonczyłyśmy adorację koronką i kiedy po koronce ksiądz poprowdził modlitwę "Tyś bowiem, Boże mój, objawił swemu słudze,że zbudujesz mu Dom" po raz pierwszy od dawna wypowiedziałam słowa tej modlitwy z determinacją i pragnieniem, aby stała się ona dla mnie proroctwem po raz drugi.
I Bóg rozpalił w moim sercu tęsknotę za powrotem do Domu Ojca.
Wieczorem Karolina towarzyszyła mojemu życiu, i tutaj znów poczułam się bezpieczna, i przyjęta cała taka, jaka jestem.Dziękuję za łaskę towarzysza w moim życiu, ktory nie musi nic robić, wystarczy,że jest.
Umówiłyśmy się na modlitwe poranną w niedzielę o 8:30.
Rankiem, przed godz. 8:00 pobiegłam do kaplicy. Nagle po policzkach zaczęły płynąć mi łzy. Pan Bóg poruszał moje serce i dawał tęsknotę i pragnienie powrotu tak silne,że aż bolało.Pomyślałam wtedy, że kiedy ja w obecności Jezusa płaczę, On płacze ze mną, i gdybym wtedy otworzyła tabernakulum, hostia byłaby cała we łzach.
Potem pomodliłyśmy się brewiarzem i zjadłyśmy śniadanie.
Eucharystia rozpoczęła się o 11 godz., potem wspólny obiad. Przez cały ten niedzielny czas cieszyłam się każdą chwilą, każdą rozmową. Po obiedzie postanowiłam iść na spacer. Bardzo cieszyłam się na myśl o tym spacerze, ale kiedy wyszłam z Domu dostałam sms, bardzo trudny i raniący sms, związany z moimi relacjami w Domu Rodzinnym. I to nie był już fajny spacer. Kotłowały się we mnie myśli i zdarzenia z przeszłości, które bolały, jednocześnie próbowałam ułożyć w głowie świadectwo, którym tutaj się z Wami dzielę. W pewnym momencie zrozumiałam, co znaczy być bezdomnym, zrozumiałam Tadeusza, którego poznałam w pociągu.Bezdomny to nie ten, co nie ma domu, ale bezdomnym jest ten, co we własnym domu nie czuje się bezpiecznie, nie czuje się przyjętym takim, jakim jest, nie jest wolny i kochany. Bezdomność serca jest trudniejsza niż bezdomność z powodu braku dachu nad głową. I pomyślałam, ile jest bezdomnych w polskich domach. I zrozumiałam, że jestem bezdomna.To odkycie spowodowało, że nie mogłam powstrzymać łez i krzyku. Bóg rozrywał moje serce i zadawał wielki ból. I ta cisza. W ciszy najgłośniej krzyczy Pan Bóg. Tylko w ciszy można zobaczyć swoje pragnienia i tęsknoty i odważyć się iść za nimi. Bóg rodzi mnie w ciszy, w bólu, na nowo mnie stwarza.
Nie ma innej drogi do Boga tylko przez krzyż.Każda łza to oczyszczenie, to krok do przodu, to krok w stronę Ojca.
W piątek, przed przyjazdem na dni skupienia, rozmawiałam z koleżanką na gg.
Pyta mnie: "co słychać?" Odpowiadam: " w sobote jadę na dni skupienia do częstochowy".
A ona:"a co to są dni skupienia?"Więc odpowiadam:"to takie rekolekcje w ciszy".
A ona:"cały czas w ciszy, i nie wolno nic mówić, przecież to zwariować można."
I wtedy zrozumiałam jak ważne jest pragnąć ciszy, nie bać się jej, pozwolić sobie na nią.
Gdyby nie cisza, której doświadczyłam na dniach skupienia, nie spotkałabym się z Bogiem Żywym, który wyprowadził mnie na tę pustynię i mówił do mojego serca, uczył mnie pragnąć i tęsknić z wiarą.
Dziękuję Bogu za ten czas, za pragnienia i żywe tęsknoty, które wzbudzał, i za te małe cierpienia, które zbliżają mnie do Niego.Chwała Panu!!!

Magda

 
« poprzedni artykuł