|
Strona 19 z 19
W zeszły weekend uczestniczyłam w dniach skupienia w Domu Ojca. Pragnę podzilić się z Wami tym, co Pan Bóg zdziałał w moim sercu w tym czasie. Dla mnie te dni skupienia zaczęły się w sobotę, na ul. Bialskiej, kiedy idąc Aleją Brzóz myślałam sobie:"Ja idę z tą torbą, parasolem i torebką, jest mi ciężko, torba bez przerwy spada mi z ramienia. Przecież to ja powinnam być teraz w Domu Ojca i czekać na przybywających, którzy pragną się wyciszyć, przecież pragnę żyć w Domu, w komunii z Jezusem i siostrami, to dlaczego tak nie jest,dlaczego mnie tam nie ma?" Drzwi Domu Ojca otworzyła mi Monika, przywitała się, i wchodząc poczułam,że jestem wśrod swoich, ogarnęła mnie wielka radość. Zawsze w Domu Ojca czuję się jak w Domu. Gdy weszłam do kuchni - Karolina, Ilonka i Monika naprawiały stół. Straszny ubaw przy tym miały i znowu poruszyło się moje serce,że to tak dobrze wśród samych kobiet, które mierzą się z czynnościami, które normalnie wykonują mężczyźni,że to zadanie, zabawa, satysfakcja i radość, gdy w końcu uda się daną rzecz naprawić. Potem był obiad, modlitwa o 15 godz. w kaplicy i czas wolny do eucharystii. Ten czas spędziłam na modlitwie, potem czytałam "Serce ojca", potem trochę rozmyślałam. W eucharystii uczestniczyły same kobiety - żony, niewiasty bezżenne i znowu Pan Bóg wlał ogromną radość w moje serce i dał odczuć jedność z siostrami ze Wspólnoty. Następnie kolacja, w czasie której też było dużo śmiechu, ale i rozmów,które dają życie, które zbliżają do Pana. Około 19 godz. rozpoczęła się adoracja. Adorowałyśmy w ciszy.W obecności Jezusa było mi tak dobrze,całkowicie się wyciszyłam. Zakonczyłyśmy adorację koronką i kiedy po koronce ksiądz poprowdził modlitwę "Tyś bowiem, Boże mój, objawił swemu słudze,że zbudujesz mu Dom" po raz pierwszy od dawna wypowiedziałam słowa tej modlitwy z determinacją i pragnieniem, aby stała się ona dla mnie proroctwem po raz drugi. I Bóg rozpalił w moim sercu tęsknotę za powrotem do Domu Ojca. Wieczorem Karolina towarzyszyła mojemu życiu, i tutaj znów poczułam się bezpieczna, i przyjęta cała taka, jaka jestem.Dziękuję za łaskę towarzysza w moim życiu, ktory nie musi nic robić, wystarczy,że jest. Umówiłyśmy się na modlitwe poranną w niedzielę o 8:30. Rankiem, przed godz. 8:00 pobiegłam do kaplicy. Nagle po policzkach zaczęły płynąć mi łzy. Pan Bóg poruszał moje serce i dawał tęsknotę i pragnienie powrotu tak silne,że aż bolało.Pomyślałam wtedy, że kiedy ja w obecności Jezusa płaczę, On płacze ze mną, i gdybym wtedy otworzyła tabernakulum, hostia byłaby cała we łzach. Potem pomodliłyśmy się brewiarzem i zjadłyśmy śniadanie. Eucharystia rozpoczęła się o 11 godz., potem wspólny obiad. Przez cały ten niedzielny czas cieszyłam się każdą chwilą, każdą rozmową. Po obiedzie postanowiłam iść na spacer. Bardzo cieszyłam się na myśl o tym spacerze, ale kiedy wyszłam z Domu dostałam sms, bardzo trudny i raniący sms, związany z moimi relacjami w Domu Rodzinnym. I to nie był już fajny spacer. Kotłowały się we mnie myśli i zdarzenia z przeszłości, które bolały, jednocześnie próbowałam ułożyć w głowie świadectwo, którym tutaj się z Wami dzielę. W pewnym momencie zrozumiałam, co znaczy być bezdomnym, zrozumiałam Tadeusza, którego poznałam w pociągu.Bezdomny to nie ten, co nie ma domu, ale bezdomnym jest ten, co we własnym domu nie czuje się bezpiecznie, nie czuje się przyjętym takim, jakim jest, nie jest wolny i kochany. Bezdomność serca jest trudniejsza niż bezdomność z powodu braku dachu nad głową. I pomyślałam, ile jest bezdomnych w polskich domach. I zrozumiałam, że jestem bezdomna.To odkycie spowodowało, że nie mogłam powstrzymać łez i krzyku. Bóg rozrywał moje serce i zadawał wielki ból. I ta cisza. W ciszy najgłośniej krzyczy Pan Bóg. Tylko w ciszy można zobaczyć swoje pragnienia i tęsknoty i odważyć się iść za nimi. Bóg rodzi mnie w ciszy, w bólu, na nowo mnie stwarza. Nie ma innej drogi do Boga tylko przez krzyż.Każda łza to oczyszczenie, to krok do przodu, to krok w stronę Ojca. W piątek, przed przyjazdem na dni skupienia, rozmawiałam z koleżanką na gg. Pyta mnie: "co słychać?" Odpowiadam: " w sobote jadę na dni skupienia do częstochowy". A ona:"a co to są dni skupienia?"Więc odpowiadam:"to takie rekolekcje w ciszy". A ona:"cały czas w ciszy, i nie wolno nic mówić, przecież to zwariować można." I wtedy zrozumiałam jak ważne jest pragnąć ciszy, nie bać się jej, pozwolić sobie na nią. Gdyby nie cisza, której doświadczyłam na dniach skupienia, nie spotkałabym się z Bogiem Żywym, który wyprowadził mnie na tę pustynię i mówił do mojego serca, uczył mnie pragnąć i tęsknić z wiarą. Dziękuję Bogu za ten czas, za pragnienia i żywe tęsknoty, które wzbudzał, i za te małe cierpienia, które zbliżają mnie do Niego.Chwała Panu!!!
Magda
|