|
Strona 4 z 4 Chciałabym bardzo podziękować Ojcu w niebie, że dał nam taki wczorsjszy wieczór i Michasię dzięki której na tyle spraw wiary możemy spojrzeć trochę inaczej. Te paredziesiąt minut które spędziliśmy w Domu Ojca "doświadczając korzeni" napełniło moje serce dziwnym pokojem i radością. Sam ten czas był dla mnie po prostu darem Pana Boga i łaską za którą dziękuję. Michasia opowiadała jak nasi starsi bracia w wierze świętują Szabat i najkrócej mówiąc, powinniśmy duuużo się od nich uczyć. Ja już się nauczyłam i nie pojechałam dzisiaj do Warszawy na zajęcia choć nie wiem czy nie przepłacę tego powtarzaniem przedmiotu. Jednak rozeznałam, że to właśnie jest miłe Panu Bogu i Jemu zawierzyłam całą resztę. Ten dzień jest poświęcony Panu i dobrze, że dzisiaj mogę wraz z rodziną świętować. Przed chwilą spostrzegłam, że moje okulary zostały w Domu Ojca co oznacza, że i tak do Warszawy bym nie pojechała . Pan Bóg jak czegoś chce od nas to bardzo wyraźnie na to pokazuję. I dobrze, bo ja jestem raczej lud o twardym karku i mogłabym nie usłyszeć inaczej. Chwała Panu!!! Ewa W. Dołączam się do podziękowań Ewy. To wszystko, co wczoraj usłyszałam, bardzo mocno zapadło w moje serce. I wiem, że nie mogę przejść obok tego obojętnie - zachwycić się i porzucić. Bo rzeczywiście nie potrafię świętować... Powtórzę to, co powiedziałam wczoraj - że tak naprawdę gonię, że jestem niewolnikiem czasu i tego, co sama sobie narzuciłam, albo co pozwoliłam, żeby inni mi narzucili. Że tak trudno zatrzymać się, żeby choćby odróżnić dobre od lepszego, wartościowe od tego bardziej wartościowego. A przede wszystkim niedzielę - dzień Boga - Jemu oddać w pełnej wolności i wysławiać Go w Zmartwychwstaniu i dziełach, które mi dał. I dzisiaj tak właśnie spróbowałam - bez spieszenia się, bez niepotrzebnych napięć w sobie, że nie wszystko po mojej myśli, że miało być inaczej. I oczywiście z Eucharystią i adoracją. Bo kiedy indziej, jak nie właśnie dzisiaj, w niedzielę, najbardziej powinnam adorować Pana Jezusa... Dziękuję Ci, Ojcze, za ten czas! Dziękuję za dzień, który jest dla Ciebie w sposób szczególny! Karolina Przyznaję, że kolejny raz Pan Bóg wypełnia moje pragnienia. Zawsze chciałem spotykać się w Kościele "pięknie", przeżywać Miłość Boga także w taki sposób... Brzydkie, niezadbane wnętrze kościoła, kaplic, brzydkie kwiaty, świece, brzydki śpiew, piosneczka religijna, niedbała liturgia, niezaangażowanie wiernych, ospałość i bierność - to mnie zupełnie zniechęca... Pan Bóg , wiara, są dla mnie związane nierozłącznie z PIĘKNEM... Spotkania "Michasi" są właśnie takie... Bóg wydaje się blisko, żywy, nie ma mowy o nudzie, sztywności, a przy tym wszystkim jest pewien ład, harmonia... A piękno po to jest, żeby zachwycało... Kobieta - szabat zachwycała i zachwyca swoją pięknością, odświętnością, wyłączeniem z codzienności... Żałuję, że cała wspólnota nie może brać w nich udziału. Dziś trochę próbowałem opowiedzieć o spotkaniu grupce naszych Mam, ale to nie to samo... Chciałem też zwrócić uwagę na przygotowanie takiego spotkania. Michasia przytargała cała wielką torbę (Gosia z Rafałem mieli taką we Francji) pomocy, świeczek, hanukę, ciasteczka, kilka bukietów kwiatów, magnetofon itp... Świeczek było chyba ze 100... Nie pytaliśmy skąd na to wzięła pieniądze (musiała taksówkę wziąć, żeby to przywieźć)... Daje słowo, że to nie ze wspólnotowych... Wiem, że może nie powinno się o tym pisać ani mówić, ale przecież to ważne... Dziękujemy za dar... Chciałem też podziękować Kasi K., która wzięła wczoraj na siebie cały ciężar Domu, sprzątanie, kuchnia, herbatka, ciasteczka, kaplica, aula... Było naprawdę bardzo domowo... Tańce szabatowe pewnie wykorzystamy na najbliższej sesji... Coraz bardziej czuję, że powrót do korzeni to jest to!!! Dzisiaj Benedykt XVI apelował podczas modlitwy Anioł Pański prosił o porzucenie wszelkiego antysemityzmu i czerpania z tradycji i dziedzictwa Izraela... ks. R. Ja też bardzo dziękuję Bogu Ojcu za dar wczorajszego spotkania. Nie przypuszczałam, że może być tak pięknie i uroczyście. Nasz udział w tym spotkaniu był z powodu natręctwa naszych dzieci "my chcemy tańce" i szaleństwa Rafała, bo musiał przyjechać do Częstochowy z dziećmi busem. Od dłuższego czasu staramy się świętować niedzielę, ale to spotkanie sprawiło jeszcze, że utwierdziliśmy się we wcześniej podjętych decyzjach i pozwoliło na podjęcie nowych. Np. obiad niedzielny jedliśmy przy mało eleganckim stole kuchennym bez obrusu, dziś był porządny stół i obrus. Ponieważ dzieci usłyszały wczoraj, że Żydzi w czasie szabatu nie korzystają z dobrodziejstw elektryczności nie robiły też dziś żadnego problemu z niewłączaniem porannej bajki. Zapytali tylko czy wieczorem po zachodzie słońca mogą obejrzeć dobranockę. Oczywiście, że tak. Wyszliśmy też z domu na dłuższy spacer nie zabierając telefonów komórkowych, co sprawiło, że można było poczuć się wolnymi. Spotkanie rozbudziło nowe pragnienia odpoczynku w Panu. W przyszłości do rozpracowania zostało jeszcze gotowanie obiadu i parę takich szczegółów. Świece i kielich błogosławieństwa (oczywiście Tymbark ) Gosia Kochani,
A ja właśnie chcę najpierw podziękować tym, którzy pamiętali, pomyśleli, że się samo z siebie nie weźmie to spotkanie-bo dla mnie przecież i ta taksówka, i te kwiaty samą radością były- ale poczułam się bardzo wzruszona, kiedy Ktoś zapytał, czy może dołożyć też kilka złotych od siebie, a Ktoś inny przyszedł wcześniej, żeby mi pomóc z tą masą świeczek(przynosząc też swoje!), Ktoś jeszcze inny przecież przyniósl coś pysznego na wieczór! I dzieciaki niesamowite absolutnie, Weroniko, Filipie, cudni byliście z tym Waszym zaaferowaniem, układaniem koców, noszeniem ławek, zapalaniem świeczek, gaszeniem ich za chwilę, skakaniem po podłodze i pokazywaniem mi, jak mam wszystko robić;-) Ja nie mam (niestety, może, a może nie )wbudowanej opcji zaganiania do pomocy kogo się da, ale za to czuję się taka wzruszona, jak ktoś sam, bez poganiania, otworzy serce...:-) Dziękuję Wam za każdy gest. Ale jeszcze bardziej dziękuję Ojcu za to, co piszecie, co mówicie, za to, co czujecie, że nie zamykacie Waszych serc na to, co się nam przydarza, ze możemy wspólnie odkrywać, czym jest zaproszenie Ojca do pogłębiania naszej relacji z Nim... Dla mnie to ogromny dar, te Wasze otwarte oczy, ta radość, to nasze wspólne zadziwienie. I naprawdę dziękuję codziennie, bo przecież nie musi tak być, można się zatrzasnąc w krytykanctwie i sceptycyzmie... Dla mnie to też doświadczenie ogromnie osobiste-te nasze spotkania, bo to kawał mojego życia i pół mojego serca, zawsze próbującego ogarniać i Polskę, i Izrael... I jeszcze dlatego osobiste, że to przez Izrael Ojciec przyprowadził mnie z powrotem do Domu, do Wspólnoty Bożego Ojcowstwa - że Pan Bóg wypelnia Swoje obietnice. Bo szłam przez pustynię( i tę prawdziwą, palestyńską, z wielbłądami i szałasami pasterzy - i pustynię serca...), najsamotniejszymi z dróg, aż Pan Bóg postawił na mojej scieżce najpierw żydowskich przyjaciół, a potem tych żydowsko-chrześcijańskich, ze Wspólnoty Błogosławieństw. I pamiętam to piękno szabatów, które mi wyciskalo z oczu łzy, i tańce, wirowanie białych habitów braci ze Wspólnoty - i nasze rozmowy- długie, prawdziwe, spotkania serc... I moją tęsknotę za Wami w końcu. I nagłe odkrycie, że to, co mnie tak dotyka we Wspólnocie Błogosławieństw, to poczucie bycia w domu, w tym, skąd jestem, w tym, co takie piękne w byciu córką Boga. I odkrycie jeszcze, że przecież to nie jest mój pierwszy dom, że ja już mam dom, za mną został, za zakrętem, ale przecież ja do niego należę... I tyle mam wdzięczności do życia za to odkrycie... To, co się teraz dzieje, to dla mnie jak branie udziału w zaczarowanych przez Pana Boga- spotkaniach - bo gdybym miala sobie coś wymarzyć, to na pewno nie miałabym śmiałości pomyśleć nawet o czymś tak pięknym i poruszającym jak to, co się nam przydarza teraz... I zostały mi te zaczarowane chwile na wczoraj, na niedzielę, na cudowne spotkanie z Magdą i Zbyszkiem, skakanie z Zuzią i Filipem, na niespieszne przygotowania do popoludniowej Eucharsytii, na bycie z Panem Bogiem, bycie ze sobą, wzruszające, prawdziwe i spokojne spotkanie z innymi... I czułam jakoś, jak wiele się zmienia dzięki odkrywaniu znaczenia szabatu - ale i poczułam jeszcze raz, bardzo mocno, jak wielkie mam szczęscie, że jestem katoliczką... Bo szabat, w całym swoim pięknie i bogactwie ducha, jest też trochę nostalgiczny, tęskny, jest wołaniem o Mesjasza, jest wołaniem o Zbawiciela- przyjdź już, przyjdź... A ja już nie muszę czekać, już nie muszę tęsknić, bo jeśli za czymkolwiek tęsknię - to za tym tylko, żeby być jeszcze bliżej. Bo ja już mam mojego Mesjasza, mam mojego Księcia, mam Tego, w którym jest cała moja nadzieja, całe moje życie.. Kiedyś, dawno temu, kiedy na nowo ukochałam wartość i bogactwo judaizmu, miałam chwilę zastanowienia. Bo może to by była religia bardziej dla mnie, może to zrobić - skoro tak mi blisko... I wtedy pojawiła mi się przed oczami Miriam z Jezusem na ręku - a ja poczułam, że nie mogłabym - że nie mogłabym tego zrobić, bo tak bardzo bym tęskniła... Ze ja już bym nie mogła czekać i wzdychać z całym Izraelem, bo ja już już wiem, na kogo bym czekała, bo już odnalazłam Tego, który mnie zbawił i uwolnił moje życie od lęku, bo Jego Matka jest i moją Matką... I że byłabym taka nieszczęśliwa, gdyby Ich Obojga nie było w moim życiu... I czuję się naprawdę w środku owych "zaczarowań", bo Pan Bóg bardzo mocno prowadzi mnie drogą naszych korzeni, bo ich odkrycie i ukochanie przyprowadziło mnie tu, gdzie jestem dziś - i czuję mocno, i wierzę - że to dopiero początek, bo głębokie, prawdziwe zakorzenienie zawsze prowadzi do wzrostu w górę i rozwoju, a to, skąd przychodzę, pomaga mi zobaczyć, dokąd naprawdę podążam. Ale jednocześnie mam doświadczanie ogromnej radości z tego, co jest moim udziałem jako chrześcijanki. I przy całym moim semitofilstwie i ukochaniu korzeni, czuję mocno, jak ważne jest dla nas rozpoznanie wartości naszej nadziei, naszego należenia do Jezusa. Tego, że my już nie musimy czekać, że nasze serca już odnalazły swój pokój w Chrystusie. I tym szabat na pewno się różni od niedzieli. Ja tego doświadczam osobiście bardzo, w piątek wieczorem wchodząc w przestrzeń cichej tęsknoty, solidaryzując się z moimi żydowskimi braćmi w ich wołaniu o Mesjasza,o Zbawiciela serc, odnajdując na nowo tę tęsknotę i w sobie samej - a potem odkrywając na nowo radość Niedzieli Zmartwychwstania, tego, że moje serce już odnalazło i rozpoznało swojego Zbawiciela - że już nie muszę tęsknić, wołać, że już jestem w Domu... I dlatego tak, jak zapraszam Was wszystkich do pochylenia się nad tym, skąd jesteśmy, nad naszym dziedzictwem i bogactwem, tak samo życzę Wam i sobie, prosząc za św. Pawłem, aby Bóg dał nam światłe oczy i serca, byśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania... Michasia
|