ŚWIĘTA TERESA I "MAŁA DROGA" W MOIM ŻYCIU (świadectwa) 
Rękopisy św. Teresy znam od wielu lat i kilkakrotnie zdążyłam je już przeczytać. Przez ostatnie miesiące próbowałam do nich wrócić ale z wielkim trudem-nic nie rozumiałam, nic do mnie nie trafiało. Ta święta wydawała się po prostu nie dla mnie. Parę dni temu spróbowałam ponownie i jest to dla mnie wielkie odkrycie. Prawie w każdym zdaniu znajduje coś co w najrozmaitszy sposób dotyka mojego serca ale przede wszystkim bardzo pomaga w codziennym wypełnianiu obowiązków i życiu wiarą. Zupełnie nie przeszkadza, że Tereska w Karmelu a ja w świecie (i to w 21 wieku). Fascynuje mnie, że Teresa nie marnowała żadnej chwili życia. Mówi tak: "zawsze znajdę sposób by być szczęśliwą" i rzeczywiście wszystko było dla niej okazją aby okazać miłość i zaufanie Jezusowi. I nie modlitwa była ku temu okazją ale raczej cierpienia i trudności, które przynosiło życie zakonne. Teresa szuka wszędzie i w każdym Boga i znajduje Go... To jej "mała droga". Odkryłam, że choć trochę można tak żyć... Pamiętając o tym, choćby kilka razy w ciągu dnia, doświadczam obecności Boga całkiem innej niż dotychczas. Ewa W. ***
W ostatnim czasie odświeżyłam dwie pozycje książkowe o Teresce: Sekret Świętej Teresy z Lisieux i Realizm duchowy świętej Teresy z Lisieux. Jest wiele treści, które mnie dotykają, pokazują jak daleko jestem od prawdy o sobie, prawdy, którą zna Chrystus. Jako mama każdego dnia borykam się z wieloma obowiązkami, czasami chciałby, żeby było inaczej, nie było mycia, prania, gotowani, ale nie da się, bo to moje zadanie. Widzę, że często nie umiem reagować spokojnie, bardzo mi to przeszkadza i dlatego też z pomocą przychodzi Tereska i np. te słowa: "Każdy drobiazg zachowuje swoje znaczenie, gdyż każda chwila może być wyrazem Miłości lub jej sprzeniewierzeniem".
Św. Teresko módl się za nami. Gosia D. *** Łk 16, 9-15 "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny: a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie"
Taka prosta (aż do bólu) i jasna zasada. A czasem tak trudno zobaczyć wagę codziennej wierności i ją zrealizować.
Św. Tereska niezwykle poważnie traktowała dzwonek w klasztorze wzywający na modlitwę lub do innego zadania. Przerywała pisanie w pół zdania. Wykorzystywała każdą sytuację do WIERNOŚCI czyli MIŁOŚCI wobec Oblubieńca. Nawet to że jej współsiostra niechcący chlapała ją brudną wodą z prania.
A my czasem, albo sfrustrowani, albo zadumani, albo uciekający od chwili obecnej, tęsknimy za jakimś nierealnym "jutro" w którym będziemy lepsi, uzdrowieni, nawróceni, szczęśliwi.
Św. Teresko od chwili obecnej, od małych rzeczy; która zarządzasz teraz wielkim Włościami w Niebie, módł się za mną.
ks. Andrzej *** Czego uczę się od Małej Świętej Teresy...
Czytając niedawno „Rękopisy…” zwróciłem uwagę na wyznanie Świętej Teresy: „…znam swoją nieudolność i wiem, że choć starałabym się jak najlepiej, to i tak nie byłoby ze mnie wielkiego pożytku, gdyż nie mam, jak powiedziałam przed chwilą, żadnej wprawy w rzeczach ziemskich.”
Wiele myślałem o słabości i bezsilności Świętej Teresy. Zastanawiałem się czy słabość Teresy nie objawiła się wraz z odejściem z domu rodzinnego i podjęciem obowiązków zakonnych, tych prozaicznych choć niezbędnych, co do których, niestety, nie miała „żadnej wprawy”. Wyznanie Świętej Teresy mocno zabrzmiało w moim sercu.
W moim życiu odkrywam coś bardzo podobnego, żadnej wprawy w rzeczach ziemskich i wielki wysiłek aby dokończyć raz podjęte zadanie ( w naszym domu jest wiele rzeczy, którym naprawdę niewiele potrzeba aby były dokończone… ale jednak potrzeba). To co dojrzałym ludziom przychodzi bez wysiłku, tak że prawie tego nie zauważają mnie udaje się w wielkim trudzie. Często ponoszę swoje mniejsze i większe porażki ( np. próbując załatwić jakąś sprawę w urzędzie „plączę się” tak, że nie można mnie zrozumieć).
1 października, wczesnym rankiem, na Mszy Św. doszedłem do wniosku, że w zmaganiu z niezadowoleniem z siebie bardzo mi pomoże naśladować Świętą Teresę, Jej cierpliwość i spokój, i pogodzenie się z własną bezsilnością.
Dziś jest 9 października. Od kilku dni cieszę się cichym pokojem w moim sercu.
PSALM 131 Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki! Adrian *** Tt 2,1-8,11-14; Ps 37; Łk 17,7-10
„Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. Łk 17,10
Przychodzisz zmęczony i głodny z pracy. Gdzieś w głębi myślisz: odpocznę i zjem coś. A tu „niestety” nie możesz usiąść i zjeść, ale słyszysz: podaj to, przynieś to, dopilnuj tego, zajmij się tym i 100 tysięcy podobnych rzeczy. Czujesz frustrację, gniew i nie wytrzymujesz... I tak może być kilka razy każdego dnia, aż do momentu, gdy zacznie się z mozołem praktykować czynną pokorę, o której pisze Tereska. Na początku nie jest łatwo, ale pamiętając o słowach św. Tereski: „Zapomniałam o sobie i starałam się w niczym siebie nie szukać” i jej pomocy z góry można zmieniać się i powiedzieć z całą świadomością; jestem sługą nieużytecznym, który…
Św. Teresko ucz nas służyć z pokorą.
Gosia D. *** „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Mt 25,40
Pomyślałem dziś tak... Skoro Chrystus tak bardzo utożsamia się z najsłabszymi, najbiedniejszymi, bo mówi: Mnieście uczynili, gdy tym najsłabszym uczyniliście to, to i to..., to wystarczy, żebym ja odkrył w sobie takiego biedaka, żebraka, głodnego, spragnionego, nagiego, chorego i więźnia..., i okazał temu żebrakowi w sobie trochę miłosierdzia (po prostu polubił go ...), to też mogę usłyszeć Chrystusa: Mnieście uczynili...
Może za daleko idąca myśl, ale myślę sobie, że jak człowiek nie odkryje najpierw żebraka w sobie i nie pomoże mu, nie okaże mu serca, to na pewno nie za bardzo uda mu się pomóc innemu żebrakowi... W końcu jest napisane: kochaj bliźniego swego jak siebie samego...".
Nie namawiam nikogo do użalania się nad sobą (jaki to ja jestem głodny, spragniony, nagi..., i nikt mi nie chce pomóc...), ale do stawania w prawdzie o sobie... I odkrycia Dobrej Nowiny dziś także dla siebie: tam, gdzie czuję się naprawdę nagi, głodny, samotny, chory i uwięziony, tam jest bardzo blisko Chrystus. I kiedy ja tam przyjmę siebie w tej słabości, On powie: Mnie to uczyniłeś!!!. Gdy naprawdę poczuję się, że należę do tych najsłabszych, maluczkich, to przecież nie powie o mnie inaczej niż o tamtych najsłabszych z Ewangelii: to Ja jestem! to Ja jestem w tobie! to Ja jestem w tej słabości, bardziej niż ty tam jesteś!!! to ja tam kocham cię najbardziej!... Czyż to trochę nie o to właśnie chodzi w "małej drodze" św. Teresy?...
ks. Remigiusz
*** Ostatni "grupkowy" rozdział nie daje mi spokoju, i zmusza do przemyśleń.
Mocno zaintrygowała mnie "zuchwałość" Św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, w mówieniu o swojej słabości i niezachwianej pewności, że Pan Jezus wszystkie "głupstwa" jej wybaczy byleby była pokorna ...
W świetle rozdziału o pokorze, analizowałem swoje słabości i doszedłem do wniosku, że Pan Bóg daje mi je, jako miejsce wzywające do zwracania się do Niego. Tyle razy to słyszałem i czytałem i nie rozumiałem, i może dalej nie rozumiem ...
Kiedy pokusa jest nieodparta, zrozumiałem, że jest to chwila, aby zwrócić się do Pana, żeby prosić go o pomoc. Jest to chwila przypomnienia i refleksji. Staję wtedy w prawdzie przed Bogiem, jaki jestem słaby i bezsilny, i jak nic przed Nim nie mogę ukryć, przecież On mnie zna najlepiej ...
Czuję, że powinna to być chwila na opamiętanie, na przełamanie się. Jest to sposobność aby rekompensować te upadki, które pojawiły się w przeszłości. Nie wiem czy mnie rozumiecie, chodzi mi o to, żeby zrobić odwrotnie, np. jeśli przez moją słabość wyrządzam krzywdę innej osobie, to powinienem w chwili słabości pomyśleć o tym, jak mogę się o tą osobę zatroszczyć i sprawić jej przyjemność.
Proszę Cię Panie o łaskę bycia pokornym. Michał
***
...zbliża się wasze odkupienie... Ostatnie dwa miesiące upływają mi właściwie nieustannie pod znakiem tych słów. Cokolwiek robię (szoruję wannę, przewijam Józefa, wstrzymuję się od krzyku na wystawiające na próbę moją cierpliwośc dzieci, czy wreszcie oddaję się syzyfowej czynności sprzątania) myślę o tym, że czas się wypełnia i przybliża się chwila Spotkania. Nadaje to mojemu życiu nową jakośc - nie jest już ważne czy wyrobię się w czasie z tą czy inną czynnością, ale że ciągle zbliżam się do tego najważniejszego dnia czy nocy. I nie martwię się już tym, że od pięciu lat ciągle nie zdążam z praniem, prasowaniem, sprzątaniem, gotowaniem... ale cieszę się, że czas jest święty i niezależnie od efektów moich działań przybliża mnie do śmierci czyli do Życia... Ola N. *** Mt 11, 11-15
Królestwo niebieskie doznaje gwałtu (przemocy). Ludzie gwałtowni zdobywają je. Owym zdobywaniem może być zrealizowana decyzja na umycie naczyń nie jutro, ale teraz.
ks. Andrzej ***
|