|
08.07.2008. |
Maria (1900-1989) i Edmund Michelet (1889-1970) byli ludźmi niezwykle ciekawymi świata i aktywnymi. Szczególnie znana jest polityczna działalność Edmunda. Od 1940 roku był zaangażowany we francuski ruch oporu; 19 miesięcy spędził w obozie w Dachau. Potajemnie zorganizował tam akcję rozdawania Eucharystii chorym i umierającym. Po wojnie, jako bliski współpracownik generała de Gaulle’a, piastował liczne funkcje parlamentarne i rządowe. Był ministrem obrony, ministrem sprawiedliwości i ministrem kultury. Maria nie zajmowała się działalnością publiczną, poświęciła się wychowywaniu siedmiorga dzieci. Borykała się z tymi samymi zmartwieniami co dzisiejsze żony (i mężowie) osób aktywnych publicznie. W archiwach Edmunda Micheleta znaleziono tekst „Zobowiązania ministra obrony narodowej wobec żony i dzieci”. Autor zobowiązywał się pod słowem honoru do przestrzegania dziesięciu zasad regulujących jego życie, tak aby sprostał zarówno obowiązkom zawodowym, jak i domowym. Czytamy tam m.in.: „Zobowiązuję się poświęcać mojej żonie i dzieciom jedną godzinę w ciągu dnia poza porą posiłków. […] Będę czytał jedną książkę w tygodniu, pójdę raz w tygodniu do kina i na koncert”. Okazało się jednak, że rzeczywistym autorem tych „dziesięciu przykazań” nie był minister, lecz… jego żona. Gdy spytano ją, czy mąż je wypełniał, odpowiedziała: „Nie wypełniał ich dosłownie, ale ostatecznie nie było aż tak źle”. Rzeczywiście, chyba nie było „aż tak źle”, bo miłość Marii i Edmunda nie słabła z upływem lat. W 1968 roku, po ponad czterdziestu latach małżeństwa, prawie osiemdziesięcioletni minister Michelet pisał w liście do żony o 36 tysiącach pocałunków i czułości, jakie jej przesyła. W podpisie listu: „Your little Ed“ - Twój mały Ed…
|